tabbouleh

Tabbouleh z kaszą jaglaną

A więc jestem! Przeprowadzona, w nowym mieście, w nowym kraju. Mieszkam w Bristolu od dwóch tygodni, choć tak naprawdę krócej, bo kilka dni spędziliśmy na mini wakacjach w New Forest.  I jak na razie bardzo lubię to miasto, w którym bardzo łatwo się zagubić. Po kilku pierwszych dniach Bristol to dla mnie kręte ulice, wiele wzgórz i pagórków, a także małe rzeki i kanały, równie zakręcone jak uliczki. To miasto żywe, dynamiczne i wielokulturowe. Świetnie jeździ się tutaj na rowerze, choć poruszanie się po lewej stronie drogi wciąż jest dla mnie wyzwaniem 🙂 Ulice pełne są małych sklepików ze zdrową żywnością i produktami z różnych stron świata i odkryłam już niedzielny targ, gdzie można kupić nieprzyzwoicie tanie warzywa i owoce. Czuję, że pod względem kulinarnym, będę mogła się tu rozwinąć.

Jednocześnie z odkrywaniem mojego nowego miasta, załatwiam formalności związane z pobytem tutaj, które aż tak dobrze nie idą. Pod względem biurokracji i procedur, Wielka Brytania jest zdecydowanie bardziej skomplikowana niż Polska. Wciąż nie mam konta w banku ze względu na bardzo restrykcyjne procedury, czekam też na numer ubezpieczenia, dzięki któremu będę mogła zacząć legalną pracę. Jaką? To się okaże, raczej zbyt wiele nie oczekuję. Moim celem jest znalezienie jakiejkolwiek pracy, dzięki której będę miała odrobinę gotówki na buszowanie po sklepikach i dużo czasu na gotowanie. 

A poza tym? Urządzamy mieszkanie, a w przerwach ja sporo śpię i odpoczywam, bo naprawdę potrzebuję regeneracji po ostatnich tygodniach i stresie związanym z pakowaniem i wysyłaniem mojego dobytku. To nie był dobry czas i moje ciało teraz daje mi o tym znać. Powoli wracam jednak do formy, co objawia się głównie tym, że do głowy przychodzą mi nowe pomysły to, co chciałabym ugotować i zjeść 🙂 Właśnie wkraczamy w moją ulubioną pod względem kulinarnym porę roku, czyli jesień i powoli zbieram już inspiracje na rozgrzewające wege dania z sezonowych składników (dynia!). Ponieważ jednak w Bristolu piękne słońce, wrzucam ostatni tak letni przepis: sałatka tabbouleh z dużą ilością natki pietruszki i kaszą jaglaną, zamiast tradycyjnego kuskusu lub kaszy bulgur, które zawierają gluten. Moim zdaniem kasza jaglana jest świetnym bezglutenowym zamiennikiem, a dzięki niej tabbouleh wręcz zyskuje na jakości i smaku. 

Składniki na 4 porcje:

60 g kaszy jaglanej
2 pomidory, pokrojone w drobną kostkę
1 mała cebulka lub szalotka drobno posiekana
2 duże pęczki natki pietruszki (tylko liście, bez łodyg)
1 pęczek mięty
1/2 szklanki oliwy extra virgin
1/2 łyżeczki mieszanki następujących przypraw: czarny pieprz, mielona kolendra, cynamon, goździki, mielone ziele angielskie, kumin, kardamon, gałka muszkatołowa (w mniej więcej równej ilości)
sól do smaku
pestki granatu (ja zastąpiłam czerwonymi porzeczkami – ostatnimi w sezonie)

Kaszę jaglaną płuczemy pod gorącą i zimną wodą. Rozgrzewamy mały garnek, wrzucamy opłukaną kaszę i chwilę prażymy. Zalewamy podwójną ilością zimnej wody i gotujemy ok. 15-20 minut, aż kasza będzie miękka. Odstawiamy z ognia.

W międzyczasie przygotowujemy pozostałe składniki: siekamy warzywa i zioła. Szczególnie te drugie trzeba posiekać bardzo drobno. Delikatnie mieszamy wszystkie składniki. 

Przygotowujemy dressing: oliwę mieszamy z przyprawami i solą. Zalewamy nim sałatkę, a następnie mieszamy całość z kaszą jaglaną. Posypujemy owocami granatu lub porzeczkami.